Ads 468x60px

Featured Posts

.

sobota, 17 października 2015

Good bye

Jak zapewne zauważyłyście cisza na blogu trwa już bardzo długo. Skończyłam swoją przygodę au pair. Tym razem definitywnie. Prowadzenie tego bloga wydaje się więc być w tym momencie bez sensu.
Wróciłam do Polski w lutym.. od tamtej pory pracowałam już w dwóch miejscach. Obecnie można powiedzieć, że jestem zatrudniona w swoim zawodzie. Tęsknie za Londynem jak cholera ale postanowiłam, że zostanę w Polsce tak długo jak tylko wytrzymam :D
Chcę Wam wszystkim podziękować za wsparcie jakie mi dawaliście kiedy byłam sama w obcym kraju. Za wszystkie komentarze i wiadomości DZIĘKUJĘ!

Blog zostaje zawieszony do odwołania, a jeżeli ktoś chciałby poczytać moje zapiski w całkiem innym kontekście, zapraszam na:
happydeafdog.blogspot.com

PS. Jeżeli uda mi się wygrać kiedykolwiek w loterii wizowej być może reaktywuje tego bloga. Ehhh nie ma jak marzenia :)

środa, 19 listopada 2014

Ostatni tydzień w Londynie

Jak ten czas zapie... no dobra bardzo szybko leci :) Mimo, że rozmowę z hostką o moim odejściu miałam miesiąc temu i pisałam, że dałyśmy sobie 3 tygodnie czasu na odejście, to wciąż tu jestem. Hostka poprosiła mnie o 2 bonusowe tygodnie ponieważ nie mogła znaleźć zastępstwa dla mnie... przychodziły dziewczyny, aktualnie przebywające w Londynie, jednak żadna nie została wybrana. Z moich obserwacji wynika, że Ch. chciała zatrudnić jedną z nich ale coś musiało pójść nie tak. Więc na moje miejsce przylatuje dziewczyna z Hiszpanii... żebyście wiedzieli ile jest tu Hiszpanek :) Ja osobiście poznałam z 10 jak nie więcej i bardzo je lubię, mimo ich skłonności do przechodzenia na hiszpański jak tylko mają okazję :D Ciągle się ze mnie śmieją, że w końcu muszę się nauczyć hiszpańskiego. Hahaha :D podobno nawet mam imię hiszpańskie z czego nie zdawałam sobie sprawy... wszędzie czytałam, że jest pochodzenia francuskiego. Okazuje się, że używane w Hiszpanii :p
Koniec końców mój czas w Londynie dobiega końca. Sobota to dzień mojego wyjazdu i jestem rozdarta między radością, a niepewnością. Powtarzam sobie, że będzie tylko lepiej i musi być!
Nie będę pisać za dużo, chciałam dać tylko znak, że wciąż żyję i mam się  - o dziwo - dobrze.
Z moich ostatnich tygodni tutaj wrzucę parę fotek :)

Na początek Camden Town :D uwielbiam to miejsce!






Museum of London and St. Paul's Cathedral. (nie wiem, czy w czasie mojego zwiedzania już otwarta była wystawa misia Paddingtona, jeżeli tak to przegapiłam...)








V&A Museum
 całkiem przez przypadek trafiłam na Exhibition "Disobedient Objects", a tam w jednej z gablot...


                                   poza tym Kocham Vivienne Westwood!... 

 Mgliście w Richmond Park... nawet jelonki były :)




















PS. na koniec chciałam tylko dodać, że w końcu dostałam swój NINo z czego bardzo się cieszę, bo już nic nie stoi na przeszkodzie w szukaniu pracy.

Pozdrowionka,
m.

wtorek, 21 października 2014

...i po trudnej rozmowie

A więc rezygnuję. Tak jak pisałam w ostatnim poście, zdecydowałam, że nie dam rady tego ciągnąć. Postanowiłam rozmówić się jak najszybciej z hostką... wyszło jak zwykle czyli nie tak znowu szybko. Rodzinka wróciła dzisiaj przed 14 do domu i od razu byłam zajęta dzieciakami, psem i wyjściem z nimi gdzie trzeba było. Nie chciałam tego tematu poruszać przy dzieciach więc czekałam na dogodny moment. Postanowiłam polować na hostkę w kuchni (musi przecież coś zjeść przed pójściem spać). Już myślałam nawet, że dziś to nie przejdzie...zaczęłam robić swoją kolację, a tu nagle słyszę kroki... schodzi... Otworzyła drzwi i chyba widziała po mnie, że coś jest nie w porządku. Sama zapytała czy wszystko ok... no i rozpoczęłam. "Ch. we need to talk...." myślę, że już w tym momencie wszystko było jasne.
Rozmowa niespodziewanie poszła bardzo gładko. Obie zgadzałyśmy się, że nasza współpraca nie działa. Nie tłumaczyłam się za bardzo, chciałam jednak żeby wiedziała, że starałam się... i jednak nie daję rady. Hostka była bardzo wyrozumiała, stwierdziła że jest jej przykro i sama się z tym źle czuje ale to widać, że nie dobraliśmy się charakterami. Szczerze powiedziawszy była to najnormalniejsza rozmowa od mojego przyjazdu tutaj. Mimo wszystko o mało co nie poryczałam się.... ahhh te nerwy ;p
Wszystko stanęło na tym, że dam jej 3 tygodnie na znalezienie zastępstwa dla mnie, zaproponowałam pomoc w szukaniu jeżeli tylko chce. Ona powiedziała, że to bardzo miłe z mojej strony. Ogólnie pytała się też o moje plany... w skrócie powiedziałam jej co zamierzam. Powiedziała też, że jeżeli tylko chcę napiszę mi referencje, bo nie zrobiłam nic źle, dzieci są trudne i zdaje sobie z tego sprawę, trzeba do nich określonego charakteru. Podobno poprzednia au pair potrafiła poradzić sobie z nimi i słuchały jej bardziej niż hostki... nie wiem jak to możliwe.
Podsumowując cieszę się, że to już za mną. Trochę mi przykro, że będę musiała opuścić Londyn i zostały mi tylko 3 tygodnie. Muszę jak najlepiej je wykorzystać, nawiązałam już jakieś znajomości i polubiłam parę osób. Z drugiej strony przecież nie wracam znowu do Polski więc będę mogła przyjeżdżać. Mam teraz nadzieję, że będzie już tylko lepiej i coraz bliżej do usamodzielnienia się.

Pozdrawiam i dziękuje za wsparcie!
M.

poniedziałek, 20 października 2014

Przed trudną rozmową

Trochę czasu minęło od ostatniego postu. Na chwilę uspokoiłam swoje myśli. Pisałam, że zostaję... no cóż, wychodzi na to, że odejdę. Nie wynika to z tego, że sytuacja się pogorszyła ani nic z tych rzeczy. Jak było do tej pory, tak jest i teraz.
Dlaczego więc finalnie zdecydowałam się rozstać z obecną rodziną...? W końcu poznałam (na żywo) rodzinkę, z którą pisałam na facebooku od bardzo dawna (nawiązaliśmy ze sobą kontakt kiedy byłam jeszcze we Włoszech... a więc ponad rok temu!). Po moim przyjeździe do Londynu ponownie zaczęliśmy pisać. Nie kontaktowałam się z nimi wcześniej ponieważ myślałam, że albo mają au pair albo jej nie potrzebują w tym momencie... Okazało się, że oni sami zdecydowali, że spróbują obyć się bez au pair i w sumie dają radę. Jednak zawsze lepiej jest mieć kogoś, kto posiedzi przy dzieciach. Można wyjść wieczorem, a także lepiej zorganizować sobie wszystko kiedy ma się kogoś do pomocy. Tak więc powiedzieli, że jeżeli tylko chcę mogę zostać ich au pair :) no i chcę! Jedyny minus przeniesienia się do nich jest taki, że mieszkają w małym mieście (nie takim znowu małym ale nie jest to jedno z większych miast), około godzinę drogi od Londynu. Z drugiej strony podobała mi się okolica, szczególnie duża ilość ścieżek spacerowych i zieleń :)
Tak więc teraz zbliża się czas kiedy muszę powiedzieć obecnej hostce, że odchodzę. Nie wiem czy to dobry czas, bo dzieciaki mają przerwę w szkole... z drugiej strony wydaje mi się, że tutaj nigdy nie byłoby dobrego momentu na to. Jak tylko więc nadarzy się okazja muszę zabrać się do rozmowy. Prawdopodobnie będzie to nasza najdłuższa rozmowa od mojego przyjazdu tutaj... haha. W sumie nie wiem jak się zabrać do tego ale chyba najlepiej prosto z mostu :) Rodzinka wraca jutro po południu od jakiś przyjaciół więc mam czas do tego momentu. Zaczynam się denerwować...

niedziela, 5 października 2014

Rozmyślania i plany

Głowa boli od myślenia. Zostać? Odejść? Zostać? Odejść? Może jeszcze chwilę...
I tak od kilku tygodni zachodzę w głowę co robić. W piątek miałam spotkanie z dziewczyną, która szuka au pair do swoich dwóch chłopców. Wszystko było w porządku i świetnie. Wspaniale mi się z nią rozmawiało i warunki całkiem dobre ale... rodzina jest całkowicie polska. Chłopcy, których też poznałam bardzo słodcy i wydali mi się dobrze wychowani, tylko mówią po polsku i nawet raczej wolą ten język. Ten jeden argument przeważył moje rozważanie o pójściu do nich. Mój angielski stałby w miejscu, a tego nie chcę. Było jeszcze kilka mniejszych spraw obgadanych ze znajomymi...
Więc na razie zostaję. Mam kontakt z jakimiś innymi rodzinkami ale chyba spróbuje ułożyć sprawy tutaj. Ułożyć to może być za wiele powiedziane ponieważ nie liczę na zmianę stosunków z hostką. Wymyśliłam sobie, że nasze stosunki zostawię tak jak są. W sumie nie spędzamy razem aż tak dużo czasu, z dziećmi też postaram się jakoś poradzić. Co najważniejsze przestanę tak bardzo angażować się w to wszystko... moja mama stwierdziła, że zbyt ambitnie podeszłam do całej sprawy i powinnam wyluzować. Tak też zrobię. Ponadto pójdę wyrobić sobie w końcu NIN. W czasie jak będzie się wyrabiał mam nadzieję, że będę mogła pracować w charity shop zaraz za rogiem mojej ulicy jako wolontariuszka... Widziałam na szybie ogłoszenie, że potrzebują ludzi do pomocy. Tym sposobem przebywałabym między ludźmi, poprawiała swój język, a dodatkowo zdobyła jakieś tam niewielkie doświadczenie :D Mam tylko nadzieję, że bez NINu można być wolontariuszem. Przekonam się w tygodniu. Chcę też sobie założyć tu konto w banku i jak już NIN będzie gotowy (liczę, że w połowie listopada) to postaram się o jakąś pracę na pół etatu :) Ojeje, jakie plany!
Myślę, że tym sposobem wytrwam z tą moją rodziną, a może i hostka zacznie coś rozmawiać do mnie...

Odbiegając od tematu chciałam dać znać, że to moje życie tutaj nie jest takie całkiem straszne. Weekendami bywa i miło i ekscytująco czasami...
W zeszły weekend poznałam chyba z sześć Hiszpanek... miałam hiszpańską sobotę :D spędziłyśmy razem cały dzień, zaczynając od Notting Hill i Portobello Market a kończąc w angielskim pubie i na Piccadilly Circus :D


 Dziś natomiast spędziłam cudowne południe w Holland Park... po wczorajszym deszczowym dniu tego mi było trzeba :)

Pozdrawiam :)
m.
 
Blogger Templates